Jurta. Chinkali, pielmieni, czebureki i pierogi.

Przy okazji otwarcia drugiej w Trójmieście Jurty postanowiliśmy przetestować w końcu obie lokalizacje. O sopockim barze z autentycznym, niewydumanym jedzeniem i domową, sielankową atmosferą mówiło się na mieście od jakiegoś czasu, zwłaszcza w kontekście chinkali- gruzińskich sakiewek z mięsnym farszem i ziołami. Wiedzieliśmy więc, że kwestią czasu jest, zanim tam dotrzemy.


Foto: Mocni w Gębie

Do Jurty w Sopocie wybraliśmy się w deszczową niedzielę. W malutkim lokalu przy ulicy Grunwaldzkiej trafiliśmy na ostatni wolny stolik. Najwyraźniej, nawet okropna pogoda nie zniechęciła miłośników dobrego jedzenia do odwiedzenia prowadzonego przez kazachsko-mołdawskie małżeństwo.
Szybki przegląd menu i już wiedzieliśmy, że będziemy chcieli spróbować wszystkiego :)

Zamówiliśmy solankę, barszcz ukraiński, chinkali, pielmieni syberyjskie, czebureki i cim-ci. Do tego kompot i kwas chlebowy i oczekując na jedzenie zajęliśmy się zaglądaniem sąsiadom do talerzy.
Siedząc przy stoliku w Jurcie rzeczywiście ma się trochę wrażenie, jakby siedziało się u kogoś w kuchni. Wnętrze jest proste i nieprzytłaczające, wypełnia je gwar dyskutujących nad talerzem pierogów lub aromatycznej zupy, gości. Pomiędzy stolikami przeciska się nieco zagubiona obsługa, dystrybuująca zamawiane dania. Jakiś taki fajny klimat tam panuje, że nawet kelner nieco plączący się w zamówieniach nie wywołuje zniecierpliwienia, a jedynie wpisuje się w urlopowo- leniwą atmosferę.

Na pierwszy ogień poszły zupy. Obie dość ciężkie i esencjonalne- idealne na paskudną pogodę. Pełen warzyw barszczyk ukraiński (12zł) podano w ciepłym, mocno czosnkowym pampuchem i kwaśną śmietaną. Solanka (16zł), tradycyjna wschodnia zupa mięsna, poza śmietaną wzbogacona została o dodatek czarnych oliwek i plaster cytryny. Solanka, jaką znałam do tej pory z domowej kuchni pewnej łotewskiej gospodyni, nie zawierała cytryny a muszę przyznać, że przyjemnie odświeża ona smak dość tłustej całości.

Foto: Mocni w Gębie

Foto: Mocni w Gębie

Następnie wjechały pierogi. Jeśli do tej pory łudziliśmy się jeszcze, że domówimy coś więcej, to właśnie nastąpił moment, kiedy dotarła do nas powaga sytuacji. Najpierw pojawiły się chinkali (6szt- 16zł). Gruzińskie pierogi w kształcie sakiewek, wypełnione farszem z mięsa wieprzowo-wołowego i ziół, spożywa się bez użycia sztućców, rozgryzając sakiewkę i wysysając ze środka aromatyczny bulion. Farsz był mocno pieprzny i dobrze doprawiony a ciasto sprężyste. Może mogły być odrobinę bardziej czosnkowe, ale choć moja miłość do czosnku jest głęboka i nieskończona, wierzę, że nie wszystko musi smakować czosnkiem i tylko czosnkiem. Chyba... ;)


Foto: Mocni w Gębie

Po chinkali przyszła kolej na czebureki (2sz-16zł) - smażone w głębokim tłuszczu, ogromne pierogi, faszerowane mięsem (do wyboru mamy też wersję z serem). Ależ to było sycące i konkretne! Nie dałam rady- podzieliłam się swoją połową z moim towarzyszem zbrodni. 


Foto: Mocni w Gębie

Na koniec zabraliśmy się za pielmieni z farszem wieprzowym. Trochę moja wina, bo pozwoliłam im, bardzo gorącym, poleżeć w zamkniętym naczyniu, przez co zrobiły się nieco bardziej miękkie niż powinny. Całe szczęście, nadal smakowały dobrze, podane z dodatkiem kwaśnej śmietany i pieprzu. 


Foto: Mocni w Gębie

Innym razem wybraliśmy się na oględziny Jurty w Gdańsku. Malutki lokal na parterze bloku przy Obrońców Wybrzeża jeszcze pachniał świeżością a za barem, podobnie jak w Sopocie, trafiliśmy na właściciela. Nie jestem wielką fanką stwierdzenia, że "pańskie oko konia tuczy" ale niestety prawdą jest, że często nikt tak nie doradzi, nie opowie i nie dopilnuje, jak sam właściciel we własnej osobie. 

Tym razem postanowiliśmy przetestować klasyczne pierogi z wody. Zdecydowaliśmy się na wersję szpinakową z fetą i sosem serowym (17zł) oraz ruskie z okrasą (15zl), a do tego marchewkę po koreańsku na ostro (8zł)
Pierogi były pyszne- ciasto delikatne, sprężyste i cieniutkie, a farsz pieprzny i dobrze doprawiony. Sos do szpinakowych, na bazie pleśniaka, przyjemnie pasował do pierogów, choć muszę przyznać, że i bez niego smakowały mi tak bardzo, że ledwo z niego skorzystałam. 


Foto: Mocni w Gębie

Ruskie to wbrew pozorom trudny temat. Każdy pamięta z domu inne i ile gospodyń domowych, tyle przepisów na farsz idealny- jedni wolą z grudkami, inni gładki, jedni więcej sera, inni więcej ziemniaków... Farsz w tutejszych ruskich jest raczej gładki, z delikatną przewagą ziemniaków. 


Foto: Mocni w Gębie

Marchewka po koreańsku była odświeżająca i pikantna- fajnie "odmulała" pomiędzy kolejnymi kęsami kluchów :) I tu wskazówka dla pierogożerców: genialnym rozwiązaniem jest zamówienie cim-ci albo marchewki które idealnie nadają się do tego, do czego stosuje się marynowany imbir przy sushi. Fantastycznie oczyszczają kubki smakowe i orzeźwiają pomiędzy kolejnymi porcjami dość tłustego i ciężkiego jedzenia. No i jaki ta kapustka, dzięki dodatkowi buraczków, ma kolor!


Foto: Mocni w Gębie

Warto też zamówić domowy kompot albo szklaneczkę kwasu chlebowego. 

Jedzenie w Jurcie urzeka prostotą, bez zbędnych, ozdobnych konstrukcji i bez silenia się na elegancję- Francję. Jest kleks, śmietany i listek pietruszki na środku, czyli niczym u ciotki Irenki na imieninach. I to jest super bo dzięki temu obiad tam nie daje nam wrażenia, że jesteśmy "klientem gastronomii", tylko ludźmi, dla których gotują inni ludzie. Bez pośpiechu i bez spiny. 
Polecamy.

Adres: Sopot                                                     
           ul.Grunwldzka 67

            Gdańsk
            ul.Obrońców Wybrzeża 23

więcej informacji o lokalu






Brak komentarzy :

Prześlij komentarz