Biszkopciki z kremem z sera koziego i owocami

Ten deser wygląda obłędnie i smakuje bosko. Niestety, podzielenie go w zgrabny sposób to nie jest najłatwiejsza rzecz pod słońcem. No i z częstotliwością spożywania nie można przesadzać bo kalorie to on ma chyba wszystkie, choć nie dosładzamy go dodatkowo- cała słodycz bierze się z czekolady i mascarpone.


foto: MocniwGębie

Składniki (2-4 osoby):
- 2 białe czekolady (200g)
- 250g sera koziego twarogowego
- 120g serka mascarpone
- skórka starta z 0,5-1 limonki
- paczka (ok 10szt) biszkopcików "kocich języczków"
- garść malin
- 10 czereśni
- 20 borówek amerykańskich
- 3-4 szypułki czerwonych porzeczek
- 80cm  cienkiej materiałowej wstążki (tego nie będziemy jeść)

W misce mieszamy ser kozi z serkiem mascarpone (można użyć miksera ale przy tej ilości nawet nie chciało mi się go składać, więc robiłam to ręcznie, drewnianą łyżką). Dodajemy skórkę startą z połowy limonki, choć można dodać więcej, jeśli ktoś preferuje mniej słodkie desery. Mieszamy i odstawiamy.

Większą część czekolady (ok.1,75 tabliczki) łamiemy na kawałki i wrzucamy do małej metalowej lub szklanej miski (ważne, żeby misce nie szkodził kontakt z wysoką temperaturą) a następnie umieszczamy miskę w kąpieli wodnej (czyli bierzemy garnek o większej przekątnej niż nasza miska, gotujemy w nim wodę a następnie miskę z czekoladą wstawiamy do tej gorącej wody i ciągle delikatnie mieszając czekamy, aż czekolada nam się całkowicie roztopi). Płynną czekoladę przekładamy do masy serowo-limonkowej i mieszamy. Odstawiamy masę do lodówki i dajemy jej czas, żeby odzyskała bardziej twardą, zbitą konsystencję (u mnie trwało to ok 2 godzin, ale mocno zależy to od temperatury, jaką mamy w lodówce i jaka temperatura panuje na zewnątrz). Podobnie jak w przypadku skórki limonkowej, czekolady można dodać trochę mniej, jeśli deser ma być odrobinę bardziej wytrawny.

Kiedy stwierdziliśmy już, że masa zgęstniała na tyle, że można nadać jej jako taki kształt i nie rozpłynie nam się z powrotem, bierzemy się do dalszej pracy. bierzemy mniej więcej 1/3 masy i jeśli mamy duży metalowy ring do formowania potraw, możemy przy jego pomocy nadać tej masie kształt walca- ja takiego dużego ringu nie mam, więc po prostu uklepałam ser ręcznie w taki mniej więcej walec- nie musi być idealny. Nie damy już rady przenieść deseru na inny podkład, dlatego tę część wykonujemy już na talerzyku/półmisku, na którym zamierzamy go podawać. Następnie budujemy wokół "palisadę" z biszkopcików, przyklejając kolejne ciastka do uformowanej masy serowej. Oczywiście nie wszystkie będą chciały się trzymać, dlatego właśnie użyjemy wstążki- musimy opasać nasz ciasteczkowy płotek wstążką mniej więcej w połowie wysokości i zawiązać kokardkę. Teraz już nic nie powinno nam się rozpadać i do wnętrza powstałego "koszyczka" śmiało możemy nałożyć pozostałą część masy serowej, delikatnie uklepując. 
Na tym w zasadzie praca nad deserem dobiega końca, bo zostało nam uzupełnienie wolnej przestrzeni owocami- można to zrobić na chybił trafił, wsypując po prostu owoce na ser, a można pobawić się trochę dłużej w bardziej przemyślaną stylizację. Na sam koniec łamiemy lub kroimy na drobne, nieregularne kawałki pozostałą część białej czekolady i częścią odłamków posypujemy owoce, a resztę układamy wokół deseru w ramach dekoracji. Dookoła układamy też resztę owoców, jeśli coś nam się nie zmieściło u góry. Przy takich upałach jak teraz, dobrze jest jeszcze na koniec odstawić całość do lodówki na pół godzinki, żeby nie zaczęła się rozpływać.

Tadam! I tak oto powstaje coś, co na stole prezentuje się absolutnie oszałamiająco! Mogę Wam powiedzieć, że przy jedzeniu nie jest już tak kolorowo, bo niestety deser nie zachowuje żadnej formy przy podawaniu. Na talerzykach mamy więc stertę biszkoptów przemieszanych z kremem i owocami, które, całe szczęście, choć wyglądają chaotycznie, dalej smakują wybornie.


foto: MocniwGębie

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza