Kurczak w mleku kokosowym z ziemniakami i fasolką

Bardzo przyjemna, lekka potrawka na bazie młodych warzyw i delikatnego mięsa. Ziemniaki można spokojnie podgotować wcześniej- jeśli są dobrej jakości nic się im nie stanie jeżeli poczekają jakiś czas na resztę dania. Okazała się jadalna zarówno na zimno jak i na ciepło, choć gdybym miała wybierać, to jednak wolę ją w wersji typowo obiadowej, czyli jako gorący posiłek.

foto: MocniwGębie
Składniki (2 osoby):
- 10 małych, równej wielkości, młodych ziemniaków
- 1pierś z kurczaka- ok.250g
- 150g zielonej fasolki szparagowej
- 150g żółtej fasolki szparagowej
- ok.350ml mleka kokosowego
-  łyżka żółtej pasty curry
- łyżka oleju kokosowego (można zastąpić zwykłym olejem lub oliwą)
- 3 ząbki czosnku
- 1/2 papryczki pepperoni
- łyżeczka czerwonej słodkiej papryki
- sól
- pieprz (najlepiej zielony lub kolorowy)

Ziemniaczki dokładnie czyścimy, zalewamy wodą, solimy i podgotowujemy w mundurkach przez ok 15 minut. Po tym czasie odcedzamy je i odkładamy na bok.
Na patelni rozgrzewamy olej kokosowy, a następnie wrzucamy 3 obrane, zmiażdżone ząbki czosnku i czekamy aż się delikatnie zarumienią. Pierś kurczaka kroimy na niewielkie kawałki i dokładamy na patelnię. Przyprawiamy całość łyżeczką papryki słodkiej, solimy i podsmażamy, aż kurczak zrobi się delikatnie złoty. 

Następnie wlewamy na patelnię połowę mleka kokosowego, dodajemy pozbawioną twardych końcówek fasolkę szparagową i pastę curry. Wszystko dokładnie mieszamy, zmniejszamy ogień i dusimy pod przykryciem około 15 minut. Następnie dodajemy ziemniaki, pozostałe mleko kokosowe, posiekaną drobno papryczkę pepperoni, znowu mieszamy i dusimy kolejne 15-20 minut, monitorując poziom płynu, żeby potrawa się nie przypaliła. W razie potrzeby można dolać odrobinę wody lub nieco więcej mleka kokosowego, jeśli mieliśmy większy zapas. Czas ostatniego duszenia zależy od twardości fasolki i ziemniaków, co jakiś czas warto więc sprawdzić widelcem czy nie są twarde i gdy uznamy, że poziom twardości jest odpowiedni, zdejmujemy patelnię z ognia. 
Na koniec dodajemy odrobinę pieprzu- zdecydowanie polecam świeżo zmielony, kolorowy lub zielony. Gotowa potrawa nie powinna już wymagać dodatkowej porcji soli, ale jeśli ktoś, tak jak ja, preferuje bardziej słone dania (tak, wiem, że to niezdrowe), można jeszcze delikatnie dosolić i wymieszać całość. Przekładamy danie na półmisek i gotowe. 

Smacznego!

foto: MocniwGębie

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza