Szakszuka po mojemu

Szakszuka to taki trochę bigos- każdy robi po swojemu i tak jest dobrze :) Ja na przykład lubię dodać do swojej kilka plastrów chrupiącego, podsmażonego boczku. Po takim zestawie nawet przez myśl mi nie przejdzie, żeby coś podjadać do obiadu, ponieważ przez pół dnia chodzę objedzona jak bąk. A o to przecież chodzi w porządnym śniadaniu! No i może jeszcze o podziw, zazdrość i uwielbienie ;)

Foto: Mocni w Gębie

  Składniki:

- 3-4 jajka
- 1 bakłażan
- w sezonie 2-3 duże pomidory, poza sezonem puszka pomidorów
- 1 średnia cebula
- 2-4 cienkie plastry wędzonego boczku
- 2-3 ząbki czosnku
- 1/2 łyżeczki ziaren kolendry
- 1/2 łyżeczki kuminu
- 1/2 łyżeczki estragonu
- 1/2 łyżeczki pieprzu cayenne lub pół posiekanej drobno papryczki pepperoni
- szczypta gałki muszkatołowej
- pieprz młotkowany lub świeżo mielony
- sól
- zielenina: pietruszka, szczypiorek, kolendra 
- łyżka masła klarowanego
   
Pamiętamy oczywiście, że w naszym przypadku, logistyka to podstawa bo mamy kuchnię wielkości kartonu po pralce, 2 fajerki, blat wielkości kartki A4 i maleńki zlew- jeden fałszywy ruch i okaże się, że nie mam gdzie położyć deski, żeby pokroić cebulę :) Jeśli należycie do grupy szczęśliwców, którym w kuchni zmieściła się normalnych rozmiarów kuchenka, blat i (o zgrozo!) zmywarka, możecie zaszaleć i każdy ze składników przygotowywać oddzielnie, brudząc tym samym do tego celu kolejne naczynie ;)


Bakłażana kroimy w dużą kostkę, solimy obficie i odstawiamy na 5 minut. W tym czasie rozgrzewamy suchą patelnię i wsypujemy na nią ziarenka kolendry. Prażymy je przez chwilę a potem przesypujemy do średniej wielkości miseczki (dodamy je później). Na gorącą patelnię wrzucamy boczek i rumienimy go do momentu, kiedy osiągnie najbardziej pożądany przez nas kolor (jedni lubią bardziej soczysty, inni bardziej chrupiący). W tym czasie możemy opłukać z nadmiaru soli naszego bakłażana i osuszyć go ręcznikiem papierowym. Możemy też zmiażdżyć i posiekać drobno ząbki czosnku i pokroić w piórka cebulę. 
Podsmażony boczek zdejmujemy z patelni i odkładamy na bok (dodamy go na koniec). Na rozgrzaną patelnię z wytopionym z boczku tłuszczykiem wrzucamy bakłażana i podsmażamy go do momentu aż lekko zmięknie i się zarumieni. Gdy będzie gotowy, odkładamy go do tej samej miski, gdzie wcześniej wylądowała kolendra. 
Bakłażan, podobnie jak cukinia lub pieczarki, posiada magiczną moc wchłaniania każdej dostępnej ilości tłuszczu, dlatego prawdopodobnie, nasza patelnia będzie teraz sucha jak wiór. Wrzucamy więc na nią łyżkę masła klarowanego, a gdy tłuszcz się rozgrzeje, dodajemy posiekany czosnek i chwilę później pokrojoną cebulę. Podsmażamy wszystko przez moment a gdy cebula się zeszkli wrzucamy na patelnie pomidory (jeśli są z puszki, nie trzeba ich dodatkowo rozdrabniać, a jeśli świeże- kroimy je w kostkę). Wszystko mieszamy, przykrywamy i zostawiamy w spokoju na parę minut, żeby sobie spokojnie "pyrkało". Po paru minutach dodajemy bakłażana, uprażoną kolendrę i wszystkie pozostałe przyprawy. Próbujemy i wprowadzamy ewentualne poprawki w doprawieniu, bo od tego momentu nie będziemy już mieli możliwości, żeby wymieszać całość.
Robimy w naszej bakłażanowo- pomidorowej masie trzy wgłębienia i do każdego z nich wbijamy po jajku. Przykrywamy patelnię/rondel i dusimy przez chwilę, aż białko się zetnie a żółtko zostanie lekko płynne. I tyle, koniec. Zdejmujemy z ognia, ściągamy pokrywkę, na wierzchu dania układamy podsmażony wcześniej boczek, posypujemy posiekaną zieleniną, stawiamy na stole i czekamy na okrzyki zachwytu ze strony pozostałych domowników. Wersja z 4 jajek daje radę na dwie osoby, choć nie ukrywam, że zdarza mi się samej pokonać wydanie trój-jajeczne :)

SMACZNEGO!

Foto: Mocni w Gębie

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza