Ping Pong Serwuje! Azja we Wrzeszczu.


Ping Pong to jedna z jedzeniowych możliwości dla mieszkańców i bywalców gdańskiego Garnizonu we Wrzeszczu. Multiazjatyckie bistro, w którym karmi i szefuje YeWei Quan, zapadło nam już kiedyś w pamięć bardzo udanym ramenem i pad thaiem, postanowiliśmy więc wrócić i rozprawić się z resztą karty.


foto: Mocni w Gębie

Wnętrze Ping Ponga jest jasne, miłe i niezobowiązujące- od wejśćia wita nas czerwony neon "NI HAO" i jest to swego rodzaju obietnica :)
Ciekawa jest koncepcja składania zamówień: na stoliku lądują kartki z menu i ołówki, a naszym zadaniem jest zaznaczenie w tabelce, które pozycje i w jakiej ilości chcielibyśmy zamówić. Obsługa jest sympatyczna i pomocna, a zapachy dobiegające z kuchni zachęcają do zaglądania w talerze dostarczane do sąsiednich stolików.


Przyszliśmy od początku nastawieni na wielkie żarcie i bez rozdrabnania, wystartowaliśmy z prawie całą dostępna ofertą przekąsek. Były więc pyszne, chrupiące FRYTKI Z BATATÓW (7zł) z sosem, "ZIELONO MI" (7zł) czyli pakczoj i brokuły z czosnkiem w mieszance sosu ostrygowego i oleju sezamowego, na ciepło, TEMPURA MIX (14zł) czyli mieszanka warzyw i wielka krewetka w cienuitkiej, chrupkiej panierce, z dodatkiem sosu sojowego i imbiru i obowiązkowe KIMCHI (6zł) czyli pikantna, kiszona kapusta opruszona sezamem.



Frytki z batatów,,  foto: Mocni w Gębie


Zielono Mi,  foto: Mocni w Gębie

Ceny przekąsek są bardzo przyzwoite, dzięki czemu można zamówić ich większą ilość i podskubując, spędzić w Ping Pongu sielankowe, leniwe popołudnie na tarasie. Najwięszą radochę sprawiła mi chyba z tego zestawu tempura mix, może dlatego, że poza lekkimi, chrupiacymi warzywami, z powodu alergii na owoce morza Łukasza, to mi w całości przypadła pyszna, delikatna kreweta :) W połączeniu z mocno słonym, imbirowym sosem sojowym (sóóól!) było to na prawdę pyszne. 


Tempura Mix,  foto: Mocni w Gębie

Kimchi, foto: Mocni w Gębie

Rozruch był, więc przyszedł czas na konkrety: na stół wjechały pierożki, zupa i makaron. 
Zamówiliśmy "WONTONY I ORZESZKI" (12zł) czyli cztery pikantne pierożki z wieprzowiną, imbirem, sosem sojowym i orzechowym. Nic nas w sumie w tym daniu nie zaskoczyło. Było po prostu dobre i przypominało wontony, które mielismy okazję jadać w innych miejscach- sprężyste, dobrze doprawione i wyraziste w smaku. 


Wontony i Orzeszki,  foto: Mocni w Gębie

Pojawiły się również SAGO (10zł) , dwa pierożki (pyzy?) przygotowane na parze, wypełnione grubiej mielonym farszem z kurczaka i krewetek, z orzeszkami, mlekiem kokosowym i tapioką. To było chyba największe i najciekawsze zaskoczenie tego posiłku. Pierożki miały przedziwną konsystencję, coś pomiędzy żelkiem a mocno rozgotowaną pyzą- przy bliższym kontakcie okazały się jednak sprężyste i zwarte. Były absolutnie pyszne! Świetnie doprawiony farsz, który zapewne za sprawą krewetki, miał ciekawą fakturę, w połączeniu z półprzeźroczystym, lekko galaretkowatym ciastem i całym wagonem pieczonego czosnku, zrobily na mnie bardzo pozytywne wrażenie. A ja zazwyczaj bardzo ostrożnie podchodzę do jedzenia, które choćby potencjalnie moze okazać się galaretowate. Ogłaszam więc: nie bójcie się Sago i ich przeźroczystości! Są super! :)


Sago, foto: Mocni w Gębie

Jak prze pół życia próbowała wmawiać mi babcia, obiad bez zupy się nie liczy. Babcia, co prawda, nie czyta bloga, ale jeszcze kto jej doniesie i będzie afera- zamówiliśmy więc także TOM KA GAI (15zł), czyli pikantną zupę z kurczakiem, boczniakami, liśćmi kafiru i mlekiem kokosowym. Zupa przybyła do nas gorąca jak piekło i porządnie pikantna- chwała dodatkowi małych pomidorków, które uratowały mnie przy pierwszej łyżce, łagodząc delikatnie niespodziewaną ostrość podkręconą wysoką temperaturą. Pomimo dodatku mleka kokosowego, którego obecność zwykle kojarzy mi się z gęstymi, sycącymi sosami i zupami, TOM KA GAI okazała się dość lekką propozycją- mleko jedynie lekko zabieliło zupę, bez jej zagęszczania. 


Tom Ka Gai,  foto: Mocni w Gębie

Za pozycję obowiązkową uznalismy też Bao- delikatną bułeczkę na parze, szczodrze nafaszerowaną mięsnym nadzieniem. Dalej mam na koncu języka obłędne Bao z kaczką, którego mieliśmy okazję spróbować w warszawskim Thaisty i bardzo byliśmy ciekawi tutejszej wersji. Zdecydowaliśmy się na BAO PING PONG (22zł) czyli bułeczkę nadzianą boczkiem z cynamonem, czosnkiem, pieprzem syczuańskim i kolendrą,  z dodatkową porcją frytek z batata. Farsz był doprawiony fenomenalnie. Mięsno-cynamonowo-czosnkowa bomba aromatyczna momentanie uruchomiła pracę ślinianek i czułam się trochę jak bernardyn albo inne psisko z rodzaju "kapiących". 


Bao Ping Pong, foto: Mocni w Gębie

Jedyne, przed czym muszę Was ostrzec, zanim zdecydujecie się na te pysznośći, to faktura mięsa. Podejrzewam, że nie jestem jedyną osobą na ziemi, która z rezerwą podchodzi do chrząstek, większych kawałków tłuszczu i w ogóle do pożywienia o specyficznej konsystencji. Czasem zjem, czasem nie zjem i zależy to od wielu różnych czynników. Tu niestety słabo trafiłam, bo bułeczka, pomimo jej ogólnego ociekania zajebistością, wypełniona była boczkiem, który, choć aromatyczny i delikatny, składa się jednak w dużej mierze z tłustych, chrząstkowatych kawałków i o ile nie wytapiamy go na patelni, to raczej nie da się tego uniknąć. Oczywiście informacja o rodzaju mięsa widnieje w menu i oczywiśćie nie byłabym sobą gdybym się nie skusiła i nie pomyślała "a może dam radę...?". No i niestety, w związku z tym, moim Bao, z bólem serca, podzieliłam się z Łukaszem (czyli jednak była rekompensata za wcześniejszą krewetkę), bo trochę za dużo było mi tam tych wszystkich "dziwnych" kawałków. Jeśli natomiast nie przeszkadzają Wam takie drobnostki, Bao polecam BARDZO, bo jest przepyszne. 


Na tym etapie, kiedy przeciętny Kowalski doszedłby do wniosku, że w sumie już nie może się ruszać i należałoby w obliczu takiej sytuacji zakończyć posiłek, my przeszliśmy do makaronu :D
Postanowiliśmy przetestować MAKARON UDON Z WOKA (32zł). To jeden z moich ulubionych rodzajów kluchów- długie, mięsiste robaczki są stworzone do obtaczania w gęstych, aromatycznych sosach. 
Udon w Ping Pongu podają z dodatkiem cieniutkich, kruchych kawałków wołowiny, delikatnych krewetek, warzyw i aromatycznego sosu ostrygowego. Uwielbiam takie słodkawo-pikantne sosy i tutaj to połączenie również nie zawiodło. Pycha. 

Udon z Woka,  foto: Mocni w Gębie

Ponieważ już i tak nie byliśmy w stanie wstać, postanowiliśmy jeść dalej i ukoronować ten boski posiłek kawą i deserem. Zakończyliśmy więc obiad pyszną KAWĄ WIETNAMSKĄ ZE SŁODKIM MLECZKIEM SKONDENSOWANYM (10zł), LODAMI WONTON (12zł) i TUB TIM KROB (12zl) czyli kasztanami wodnymi z mlekiem kokosowym i tapioką. Najbardziej zasmakowały nam lody- słodkie mango i kokos bardzo przyjemnie komponowały się ze słonawym, chrupiącym ciastem. 


Lody Wonton,  foto: Mocni w Gębie

Bardzo ciekawy był natomiast deser na bazie kasztanow wodnych- choć w smaku raczej delikatny i wielbiciele słodyczy mogliby być nieco rozczarowani, nadrabiał prezencją, gdyż pływająca w mleku kokosowym tapioka i kawałki kasztanów zaskakiwały kolorami indygo i amarantu. Gdybym miała porównać ten deser do jakichś innych, bardziej znanych smaków, powiedzialabym: pudding chia- delikatny, lekki, słodkawy, ale bez dodatków mało wyrazisty. Z jednej strony, przydałby się tam jakiś wyrazisty dodatek, bo ani mleko kokosowe, ani kasztany, ani tapioka nie charakteryzują się raczej żadnym konkretnym smakiem, a z drugiej strony- wyrazisty element mógłby całkowicie zdominować wszystkie inne składniki deseru, więc chyba najbezpieczniej jest rzeczywiście tak jak jest. No i te kolory! 


Tub Tim Krob,  foto: Mocni w Gębie

Wizyta w Ping Pongu bardzo udana i tu akurat brak zaskoczenia, bo poprzednio też było bardzo na plus. Można tu zjeść porządny obiad, można wciągnąć szybką sałatkę, a można przy przekąskach lub kawie umówić się na pogaduchy ze znajomymi. Polecamy i na pewno wrócimy!

Adres: Gdańsk
            ul. Juliusza Słowackiego 21
            
więcej informacji o lokalu


Udon,  foto: Mocni w Gębie


foto: Mocni w Gębie
foto: Mocni w Gębie

foto: Mocni w Gębie


Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza